Archiwa miesięczne: listopad 2008

Codziennie rano widzę gościa, który jedzie do pracy samochodem marki Ferrari, koloru czarnego. Nazwy modelu nie pomnę, gdyż – przynajmniej na razie – nie są to samochody, za którymi miałbym się oglądać. Bo wydaje mi się, że oglądać się powinno w konkretnym celu – np. chcę zobaczyć czy facet za kierownicą głupio nie wygląda. I jak widzę, że wygląda mądrze, to też taki samochód może sobie kupię. I będę wyglądał tak samo.

Reszta wpisu została przeniesiona – Iskra Opole.

Inspirowany tematami na forum Giżycko, zacząłem sobie rozmyślać o Żydach, Polakach i różnych pokręconych losach ludzkich. W swoich myślach odnalazłem jedną taką rodzinę, polsko-żydowską właśnie. Jej najsłynniejszym przedstawicielem jest, urodzony w 1926 roku, wybaczcie, że nie pamiętam dokładnej daty, Melvin Kaminsky.

Reszta wpisu została przeniesiona – Kosmiczne jaja.

Znajomy pracuje w KFC, piecze tam, czy też smaży? Chyba piecze… nie znam się na tym. Poddaje obróbce termicznej kurczaki. Dzisiaj wrócił z pracy zdecydowanie bardziej wykończony niż zwykle, twierdząc, że przez ośmiogodzinną zmianę nie miał czasu nigdzie tyłka przyłożyć. Dołóżcie do tego godzinną drogę w jedną stronę do pracy i wyjdzie dziesięć godzin na niemłodych jednak nogach.

Reszta wpisu została przeniesiona – Miłość przy Twisterze.

Słucham sobie właśnie audiobooka, że się tak wyrażę, z książką Zbigniewa Nienackiego pod tytułem “Księga Strachów”. I nachodzą mnie różnego rodzaju refleksje, jakbym był co najmniej osiemdziesięcioletnim starcem. Albo dziewięćdziesięcioletnią staruszką. Nie to, że tylko takich starych nachodzi na refleksje, czytywałem młodszych, ale tak się właśnie czuję i czepcie się tramwaja.

Całość wpisu przeniesiona – Czytajcie książki.

Czynność niby trywialna, chyba większość z nas jadła kiedyś naleśniki. Ba, ja sam jadłem już kiedyś naleśniki. Wielokrotnie. Dawno, dawno temu, robiła je moja babcia. Potem moja mama, bo nie była taka, żeby nie. Robi je, dla ścisłości, nadal. Naleśniki również robi siostra mojego dziadka – nazywam ją ciocią, choć oczywiście nie jest to nazewnictwo właściwe. Ale przyjemne, głównie dla cioci. Z tym, że i tak młodo wygląda – ma przeszło osiemdziesiąt lat, zachowuje się tak, jakby ktoś jej zainstalował niewielki motorek w tyłku i nie potrafi usiedzieć na miejscu. A wygląda na lat sześćdziesiąt góra. Może to właśnie dlatego.
Jadłem też parę innych naleśników w paru innych miejscach. Żona, Jagoda, też mi je robiła.
I one wszystkie nie przeciekały.

Reszta wpisu została przeniesiona – Jedzenie naleśników.